Autor: Agnieszka Duda, Stopklatka.pl, 11 marca 2004
Zamki na piasku
21 gramów...tyle waży koliber albo pięć pięciocentówek. To także waga, którą traci umierający człowiek. Dusza? Wspomnienia?
, ale i, w pewnym sensie, w tym uczestniczy. Widz daleki od oceniania ludzi i ich postępowania w kategoriach dobra i zła. Widz, który na poruszające się na ekranie postacie spojrzy z empatią, jak należy spoglądać na wszystkie istoty występujące obok niego w spektaklu życia; trudno bowiem o bardziej złożone i niejednoznaczne role. Widz, który, kiedy zgasną światła, będzie potrafił się wyłączyć i przenieść w czasie i przestrzeni. Widz, którego pasją jest odbywanie emocjonalnych i duchowych podróży razem z bohaterami.
Śmierć jest jednym z aspektów ludzkiego istnienia. Jest mianownikiem w ułamku życia; do niej się wszystko sprowadza. To ona nadaje mu sens. Nie ma co tego negować. A już na pewno nie przy okazji „21 gramów”. U niewielu reżyserów jest to tak widoczne jak u Alejandra Iñárritu.
Kiedy ktoś przeżywa tragedię; sam ociera się o śmierć albo jest świadkiem śmierci kogoś bliskiego, cierpi, często z ust osób starających się go pocieszyć, słyszy słowa : „czas goi rany” albo „życie płynie dalej”. Nie zawsze jest to jednak prawda. Bywa, że mija trochę czasu i rzeczywiście, ktoś, kto odczuł prawdziwą stratę, podnosi się. Ale zdarza się i tak, że nie sposób żyć dalej, udając, że nic się nie stało. Życie kogoś takiego, kogoś, kto nie pogodził się z przeszłością, zatrzymuje się w owym pamiętnym dniu. Może on tylko udawać, próbować oszukać samego siebie, że jego życie toczy się dalej. W rzeczywistości spędza każdy dzień jego reszty usiłując zapomnieć i zabijając ból. Cristina, jedna z bohaterek filmu, wydaje się być taką właśnie osobą; zbyt gwałtownie została pozbawiona wszystkiego, co kochała, co przedstawiało dla niej wielką wartość. Z dnia na dzień straciła to, co było całym jej życiem.
O fabule. Pewien wypadek stał się miejscem przecięcia dróg i połączył
losy trójki przypadkowych osób: oczekującego na przeszczep serca nauczyciela matematyki, Paula (Sean Penn), szczęśliwej żony i matki dwóch dziewczynek, Cristiny (Naomi Watts) i byłego więźnia, Jacka (Benicio del Toro). Poznajemy ich w bardzo trudnym dla nich momencie, może najtrudniejszej chwili całego ich życia. „21 gramów” stanowi filmowy zapis całego kalejdoskopu silnych, pierwotnych emocji; strachu i rozpaczy wymieszanych z nadzieją, desperacji, zwątpienia i załamania. Cała trójka na naszych oczach przechodzi wewnętrzne przeobrażenia; nie jedno czy dwa. W każdej scenie pokazują inne oblicze.Iñárritu jest reżyserem, który lubi widza wciągać, frapować, angażować. Swoją widownię traktuje niemalże jak wspólnika, swego rodzaju współautora filmu
. Jest ostatnim ogniwem procesu twórczego. Jego ulubionym gatunkiem, osobą, do której kieruje swoje obrazy, jest widz inteligentny, wymagający, ale i od którego można wymagać, wrażliwy, lubiący wyzwania i kino ciężkostrawne, które go raz na jakiś czas wybebesza od środka. Widz, który idzie do kina w poszukiwaniu katharsis. Widz, który nie tylko obiektywnie przygląda się temu, co zachodzi na ekranie, ale i, w pewnym sensie, w tym uczestniczy. Widz daleki od oceniania ludzi i ich postępowania w kategoriach dobra i zła. Widz, który na poruszające się na ekranie postacie spojrzy z empatią, jak należy spoglądać na wszystkie istoty występujące obok niego w spektaklu życia; trudno bowiem o bardziej złożone i niejednoznaczne role. Widz, który, kiedy zgasną światła, będzie potrafił się wyłączyć i przenieść w czasie i przestrzeni. Widz, którego pasją jest odbywanie emocjonalnych i duchowych podróży razem z bohaterami.
To nie chronologicznie opowiedziany film z wyższej półki. Trzeba się nad nim zastanowić; porusza wiele trudnych zagadnień, stawia pytania o sprawy, których istnienia na wszelki wypadek nie zauważamy. Trzeba pomyśleć i sporo się nagłowić nad tym, jak z tego, na pierwszy rzut oka, chaosu przypadkowo posklejanych i nie trzymających się kupy scen, ułożyć, najpierw trzy ludzkie dramaty, następnie jedną sensowną całość. W jednej chwili Cristina przygotowuje swoje córki do wyjścia do szkoły, w następnej szprycuje się narkotykami i wygląda jak żywy trup, a my musimy dojść, dlaczego tak się dzieje. Takie filmy jak „Amores perros”, „Memento” czy właśnie „21 gramów” powinno się oglądać co najmniej dwukrotnie.
Ciekawie eksperymentowano na planie ze światłem, które przytłumione i nie naturalne, razem z ujęciami z ręki, z trzęsącą się kamerą, która podchodzi do aktora bliżej niż blisko, która przyspiesza i porusza się chaotycznie w miarę jak wzrasta napięcie i nerwowość sceny, dały efekt bardzo nierzeczywistego świata; czegoś z granicy snu i wspomnienia, tracącego na ostrości wraz z upływem czasu.
Prawdziwa perełka jeśli chodzi o popisy aktorskie. Jest całe mnóstwo filmów, w których trudno doszukać się chociażby jednej zasługującej na uwagę roli. Tutaj mamy aż trzy złożone, skomplikowane psychologicznie kreacje.
To film podobny do poprzedniego, autorstwa tej samej ekipy (m.in. reżysera, autora scenariusza, kamerzysty), „Amores perros”. Kolejna próba rozprawienia się z tymi samymi sprawami. Czy naszym życiem rządzi przypadek? Czy punkt po punkcie, minuta
po minucie realizuje się według jakiegoś, z góry założonego, planu? Czym jest szczęście? Tak, jak je widzi meksykański reżyser, czymś bardzo kruchym; zamkiem z piasku. Wystarczy najlżejszy podmuch wiatru i wszystko, skrzętnie wznoszona budowla, rozsypuje się w drobny mak, nie pozostawiając po sobie śladu. Jaką rolę w naszym życiu spełnia ból i cierpienie? Czy można je wyeliminować? Czy może są czymś niezbędnym, czymś, co pomaga nam osiągnąć pełnię człowieczeństwa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz